(6kB) (7kB)
Internetowy serwis Wychowanków, Pedagogów i Uczniów
I LO i Gimnazjum im.Karola Marcinkowskiego w Poznaniu

Absolwenci : Who is Who

<< wróć

Maszewski Andrzej

matura 1977
 
notka biograficzna
 
zdjęcia
 
artykuły, wspomnienia, inne materiały
Małgorzata Wyszyńska 06-08-2004, ostatnia aktualizacja 06-08-2004 19:40

Najszybciej poruszający się pracownik poznańskiego Centrum Kultury Zamek. Choć pracuje w nim dopiero od kilkunastu miesięcy, zabłysnął jako świetny organizator zamkowych imprez - jego entuzjazm i energia są zaraźliwe nawet dla opornych

Wymyślił i organizował cykl koncertów dla dawnych gwiazd Pod Papugami, podczas październikowego festiwalu "Poznań poetów" wyprowadził poezję na ulicę, jego pomysłem była formuła tegorocznego Jarmarku Świętojańskiego - prawdziwie jarmarcznego, ale i dającego pole do popisu ambitnym wykonawcom. Tego lata zaprosił teatr i muzykę na zamkowe dziedzińce.

Rocznik 1959. W poznańskim "Marcinku" należał do słynnej drużyny harcerskiej "Błękitna czternastka". - Duch był w niej niepolityczny. Na letnich obozach cała drużyna szła w niedzielę do kościoła i nikt się nie bał. Nie byłem specjalnie religijny, ale taka postawa miała dla mnie znaczenie - mówi. Skończył kulturoznawstwo na UAM w Poznaniu, ale pracy magisterskiej nigdy nie napisał. - Chciałem pisać o Erichu Frommie u dr Krystyny Zamiary. Sugerowała, bym dowiódł, że twórczość Fromma nie jest naukowa. Po miesiącu przyniosłem jej kwiaty i powiedziałem, że takiej pracy nie napiszę - opowiada.

Reporter "Gazety" Włodzimierz Nowak, kolega z kulturoznawstwa: - Chodził w poprzek. Na pierwszej sesji naukowej, kiedy mądrzyliśmy się na temat współczesnych nurtów w sztuce, Andrzej wygłosił referat o sztuce życia.

Na początku lat 80. był kierowcą w MKZ "Solidarność". Później przez trzy lata uczył w liceach religioznawstwa. - Był wyzwolonym nauczycielem, nawet jak na "dwójkę", która w tym czasie była wyjątkowo "proludzka" - mówi Maciej Sobczak, dziś gitarzysta zespołu "Hot Water". - Szybko przeszedł z nami na "ty". Z jego lekcji wolno było wyjść, ale wszyscy zostawali i to czasem nawet po godzinach, bo prowadził je ciekawie. Nie skupił się tylko na chrześcijaństwie, dał nam też przegląd religii starożytnych i nowożytnych.

W latach 80. i 90. miał słynną w Poznaniu firmę produkującą buty i torby. W tych butach, zaprojektowanych przez jego przyjaciela Tomasza Stachowskiego, chodziło wówczas pół alternatywnej Polski. Nie żądał od swoich pracowników, by przychodzili do firmy na określoną godzinę. - Pilnował za to, by jego galanteria była dobrej jakości, nawet w czasach, kiedy sprzedawało się wszystko - wspomina Sebastian Dolata, który zajmował się w firmie dystrybucją.

Pod koniec lat 90. koniunktura siadła i firma splajtowała. Maszewski miał coraz większy problem z alkoholem. Mówi o tym otwarcie: - Choroba jest czymś, co mnie najbardziej określa, bo wolność od picia jest warunkiem prawdziwego istnienia.

Od czterech lat nie pije.

- O tym, żeby zatrudnić Andrzeja, myślałem już pięć lat temu, ale trochę się bałem - przyznaje Marek Raczak, dyrektor Centrum Kultury Zamek. - Teraz jestem pewien, że to był dobry wybór. Ma entuzjazm, pomysły, wiem, że wszystkiego dopilnuje do końca. Może tylko za często bierze cały ciężar pracy na siebie.

Do dziś mieszka w rodzinnym domu na Górczynie, który jeszcze przed wojną wybudował jego dziadek. Jest młodszym bratem zmarłego w ubiegłym roku artysty plastyka Jarka Maszewskiego, w Poznaniu postaci kultowej. "Brat Jarka" - tak był przez lata postrzegany. - Z czasem przyzwyczaiłem się do tego określenia, uznałem, że jest nobilitujące - mówi i przekornie cytuje ulubioną anegdotę: - Kiedyś nie całkiem trzeźwy Jarek podszedł na koncercie do Macieja Sobczaka z zespołu Hot Water. "Fajnie chłopaki gracie" - pochwalił. Sobczak odpowiedział mu niezbyt grzecznie. Po chwili podszedł, żeby się usprawiedliwić: "Przepraszam, nie wiedziałem, że jesteś bratem Andrzeja".

Andrzej zawsze nosił się oryginalnie. - Kuse, wąskie "marmurki", do tego dziwne marynarki po tatusiu i kwieciste koszule - trochę jak Hackman w "Strachu na wróble" - opowiada Włodzimierz Nowak. - Wszystko dziurawe, poplamione, czym kokietował kobiety. Budził w nich na przemian namiętności i odruchy matczyne. Jarek leżąc już w szpitalu żartował ze stroju brata: "Jak zacząłeś pracować w Zamku, bałem się, jak oni przyjmą takiego szmodraka, ale zaraz sobie przypomniałem, że przecież twój dyrektor też się ubiera oryginalnie".

Przyjaciele wiedzą, że można na niego liczyć. - Ma taką empatię, że właściwie nie trzeba go nawet prosić. Przyjaciel jak z literatury: pożyczy pieniądze, poradzi w nieszczęśliwej miłości - mówi o nim Ewa Wanat, szefowa Radia TOK FM.

Koleżanka, Bożena Muller, ceni go za niezwykłą cechę: - Andrzej nikogo nie wini za swoje błędy. I lubi ludzi, woli ich usprawiedliwiać niż potępiać.

Piotr Tetlak ze stworzonej przez Jarka Maszewskiego Asocjacji Kółka Graniastego, która robi akcje uliczne, parady i happeningi, przyznaje, że za biegającym po Zamku Maszewskim nie może nadążyć. - Nie lubi spokoju. Kiedy nie ma co robić, zaczyna się nerwowo kręcić.

Andrzej marzy, żeby Zamek stał się miejscem spotkań twórczego środowiska. - Największa dla mnie przyjemność to zrobić coś wspólnie. Nawet jeśli są spory i konflikty - warto.

Małgorzata Wyszyńska
Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA