(6kB) (7kB)
Internetowy serwis Wychowanków, Pedagogów i Uczniów
I LO i Gimnazjum im.Karola Marcinkowskiego w Poznaniu

Absolwenci : Who is Who

<< wróć

Maszewski Jarosław - artysta plastyk, scenograf, projektant

matura 1969
 
notka biograficzna (ur. 1951 - zm. 2005)
Artysta plastyk, scenograf, projektant, natchniony animator uroczystości - tych oficjalnych i zupełnie prywatnych. Rocznik 1951 r. Niepozorny, długowłosy. Zabawa jest jego żywiołem. - Jeśli prawdą jest, że niektórzy rodzą się w czepkach, to ty urodziłeś się w czepku z pomponami - mówi o Maszewskim jego matka. Mawia też: - Ty masz 70 bliższych przyjaciół i 300 dalszych.

Uwielbia spotkania towarzyskie. Nie żałuje trudu, by stworzyć dla nich specjalne dekoracje, scenografie. - 50. urodziny malarza Jerzego Piotrowicza miały oprawę uczty weneckiej. Na ścianach domów na tyłach kościoła św. Marcina zawisły obrazy Piotrowicza. Wśród gości kręcili się studenci przebrani za postacie z jego płócien - opowiada aktor Teatru Ósmego Dnia Marcin Kęszycki. Kilka lat temu Maszewski w swoim ogrodzie na Górczynie zorganizował razem z "Ósemkami" pożegnanie jezuity ojca Wacława Oszajcy. - Przyszedł cały artystyczny i polityczny Poznań. W ogrodzie zawisł olbrzymi portret Wacka. To była jedna z największych imprez towarzyskich w tym mieście - wspomina Kęszycki.
Kiedyś Maszewski przebrał się na bal za choinkę. - Błyszczał od bombek i lampek, które od razu podłączył do prądu - opowiada poznański malarz Piotr C. Kowalski.

Potrafi nie tylko żartować - pracę zawsze traktuje serio. - Daje z siebie wszystko bez względu na to, czy pracuje nad scenografią dla Muzeum Narodowego, czy nad projektem wnętrza baru piwnego pani Reginy Futro w Skokach. Dwa lata temu zmienił jej małą knajpkę w renesansowe wnętrze - mówi Kowalski.
Spośród swoich projektów najbardziej ceni pomysł wnętrza Muzeum Archeologicznego w Świdnicy i projekt podziemi kasztelanii w Wąsoszu koło Rawicza.
Z pasją zajmuje się scenografią. Kapituła Nagrody Artystycznej Miasta Poznania przyznała mu właśnie nagrodę za zrealizowaną w ub. roku wspólnie z Aleksandrem Kuczmą w Muzeum Narodowym scenografię wystawy "Odwilż. Sztuka polska ok. 1956 r."

Maszewski zdawał równocześnie na socjologię i do szkoły plastycznej. Na socjologii był pierwszy na liście, do szkoły plastycznej dostał się z odwołania. - Na pierwszym roku dali mi do zrozumienia, żebym dał sobie spokój. Dopiero potem się rozwinąłem.

Woli stawiać na wytrwałość niż talent. - Widziałem wiele roztrwonionych talentów - wyjaśnia. Były rektor poznańskiej PWSSP Wojciech Mueller mówi o nim: - Utalentowany, odkrywczy. Jest też niezwykle szczery - tak samo wobec swoich kolegów, jak i studentów, których nigdy nie traktuje z góry. Nie popada w konflikty, bo nigdy nie forsuje swojego zdania, przyjmuje do wiadomości inne punkty widzenia.

Reżyser Dorota Latour uważa, że Maszewski zbyt łatwo godzi się na artystyczne kompromisy. Robił scenografię do jej "Balladyny" wystawionej w Teatrze Polskim. - Jest ciekawym artystą, ale zbyt łagodnym. Kiedy staje wobec armii ludzi nie wykazujących dobrej woli, ustępuje zbyt łatwo i potem jest na siebie wściekły - mówi Latour. Ale zaraz dodaje: - To bywa zaletą. Nie torturuje nikogo swoimi pomysłami, nie upiera się za wszelką cenę. Jest jak dobra matka, która nigdy nie krzyczy na dzieci.

- Jarek zorientował się już dawno, że w czystej sztuce się nie spełnia. Woli zaistnieć wśród ludzi, inspirując ich - mówi reżyser Jacek Zembrzuski.

Dziennikarka "Gazety" Ewa Obrębowska-Piasecka: - Potrafi zaczarować masy. W ub. roku podczas imienin miasta na zgromadzony tłum posypały się karteczki z hymnem św. Pawła o miłości. Na chwilę w mieście pojawiła się ulotność i poezja.

To dzięki niemu powstała Galeria Wielka 19. Na poznańskiej ASP Maszewski prowadzi Pracownię Skojarzeń Elementarnych. Studenci lgną do niego, bo opiekuje się nimi, inspiruje. O sobie woli mówić: manipulator, prowokator. - Nigdy bym nie zrobił takiego pięknego konia - wyznaje, wskazując na stojącą w ogrodzie głowę pegaza, pracę jego dyplomanta Wojciecha Pawliczuka. - Są zdolniejsi ode mnie. Ja tylko sklejam, układam na półkach to, co oni stworzą.

Lubi kobiety (jego znacznie młodsza narzeczona Ola właśnie zrobiła dyplom na ASP) i życie na Górczynie w domu z ogrodem wybudowanym przez jego dziadka. Ze ścian kuchni biją w oczy ekspresyjne malowidła, ślad rozpaczy sprzed kilku lat. Zostały do dziś. Domu pilnuje wielki czarny pies - choć jest suką, wabi się Smok. Maszewski przyznaje bez wahania, że zawsze wolał życie niż sztukę. Za PRL działał w opozycji demokratycznej. W latach 80. wydawał podziemne pismo "Veto". - Robił właściwie wszystko sam. Zdobywał ryzy papieru, redagował. Miał mnóstwo szczęścia, że nigdy przy tym nie wpadł - wspomina Kęszycki. Maszewski przyznaje: - Brakuje mi żaru tamtych lat.

Najważniejsza prawda w sztuce? - Mam taką na teraz: żeby oczywiste ukazało nieoczekiwane oblicze - mówi. A w życiu? - Trzeba być jak Winnetou, szlachetny czerwonoskóry z westernów. Zawsze w to wierzyłem - wyznaje trochę zakłopotany.
MAŁGORZATA WYSZYŃSKA
Źródło: Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl - 2003 © Agora SA
zdjęcia
 
artykuły, wspomnienia, inne materiały