(6kB) (7kB)
Internetowy serwis Wychowanków, Pedagogów i Uczniów
I LO i Gimnazjum im.Karola Marcinkowskiego w Poznaniu

Absolwenci : Who is Who

<< wróć

Połczyński Romuald - reporter, dziennikarz

matura 1951
 
notka biograficzna
(13kB) Ur. 29 grudnia 1933 r. w Poznaniu, syn Stanisława i Marii z domu Sobkowiak. Studia prawnicze na UAM.

Praca: dziennikarstwo - ponad 50 lat; praktyka i aplikacja w "Gazecie Poznańskiej", po 2 latach - w "Expressie Poznańskim" - reporter, kierownik działu miejskiego (prawie 30 lat), sekretarz redakcji, redaktor naczelny (z wyboru zespołu w 1990 r.). Od 1996 r. na emeryturze. Współpraca stała z "Ruchem Muzycznym" i z innymi wydawnictwami. W 1961 r. zainicjował, wraz z dyrektorem Filharmonii Robertem Satanowskim, tzw. Koncerty Poznańskie - comiesięczne spotkania z muzyką dla szerokiej publiczności (dotąd ponad 350 programów). Od wielu lat działa we władzach Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego, współorganizator kilku edycji Międzynarodowych Konkursów Skrzypcowych im. H. Wieniawskiego i współtwórca ich nowej formuły. Opublikował szereg materiałów o Wieniawskim, współautor dwóch większych wydawnictw o tej tematyce. Laureat licznych nagród za działalność w dziedzinie kultury, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Członek - założyciel Klubu Rotary Poznań.

W szkole brał udział w programach artystycznych R. Żuchowskiego, śpiewał w chórze, recytował poezje. W samorządzie - różne funkcje na szczeblu klasy; w Błękitnej Czternastce stopień wywiadowcy, korespondent "Sztandaru Młodych" i "Expressu Wieczornego".

Żonaty: żona Edyta z domu Wiśniewska, córka Izolda.
Źródło: książka "My z MARCINKA - Matura 1951"
ur. w 1933 r.; absolwent Marcinka, prawa na UAM; rotarianin. Przez długie lata był dziennikarzem "Ekspresu Poznańskiego". Współpracuje z "Ruchem Muzycznym". Obecnie pełni funkcję sekretarza Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego, które obchodzi w tym roku pięć okrągłych rocznic związanych z patronem, tradycją Towarzystwa i organizowanymi przez nie Konkursami Wieniawskiego.
Źródło: Artykuł archiwalny; Poznań
zdjęcia
(2kB)
artykuły, wspomnienia, inne materiały

przeczytaj teskt Romualda Połczyńskiego pt. WTEDY, TAM I DZISIAJ, TUTAJ ...
tekst pochodzi z książki "My z MARCINKA - matura 1951"

(2kB)
Sylwetka tygodnia
Romuald Połczyński

Zaczęło się od popielatych fraków. To było tuż po wojnie: z kolegą ze szkoły przechodzili obok Auli Uniwersyteckiej, zatrzymali się na widok dziwnie ubranych panów. Pierwszy raz widzieli popielate fraki... Zaintrygowani weszli za nimi do auli. Trafili na próbę orkiestry. - I tak się to nam spodobało, że zostaliśmy melomanami - opowiada Romuald Połczyński.

Ma 73 lata. Przez ponad pół wieku był redaktorem nieistniejącego już "Expressu Poznańskiego". A teraz będzie jednym z najbardziej zajętych i zasłuchanych poznaniaków, bowiem zaczynający się dziś XIII Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego - to jego oczko w głowie.

Jest nestorem Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego, jego sekretarzem. - Ale przede wszystkim historiografem konkursu, encyklopedią - mówi Andrzej Wituski, prezes towarzystwa. Jest współautorem książek o historii konkursów, a także biografii Wieniawskiego (wspólnie z Edmundem Grabkowskim). Był na wszystkich konkursach w Poznaniu, pisał z nich relacje.

A może zaczęło się od papierowej klawiatury? W mieszkaniu na Śródce, gdzie Połczyńscy mieszkali przed wojną, był fortepian i Romek zaczął uczyć się grać. W czasie okupacji fortepian musieli oddać. - Miałem papierową klawiaturę i na niej próbowałem ćwiczyć - wspomina. Do prawdziwej gry już jednak nie wrócił.

Elementarza uczył się na tajnych kompletach. Maturę zdał w 1951 r. w "Marcinku". - Z kolegami do dziś się spotykamy. Wywołujemy się: "Czwarta ławka pod oknem! Trzecia pod ścianą!"

- Z Romkiem chodziliśmy nie tylko na koncerty, ale i do opery, do Teatru Polskiego - opowiada Jan Załubski, ów szkolny przyjaciel, z którym wszedł pierwszy raz do filharmonii. - Często znaliśmy sztuki od drugiego aktu. Bo nie było nas stać na bilety i przemykaliśmy podczas przerwy - wspominają. Mieli układ z szatniarkami.

- Była w nas ogromna potrzeba obcowania ze sztuką. Może tak odreagowywaliśmy wojnę. I to należało wtedy do dobrego tonu, wykształcenia - bywać, znać. W szkole nauczyciele przywiązywali do tego wagę. Profesor w liceum wchodził na lekcje i pytał: "I jak ci się podobało wczorajsze wykonanie V Symfonii Beethovena?".

A już na studiach (kończył prawo) zaliczył dzięki muzyce... lektorat z rosyjskiego. Lektor był bowiem melomanem i przymknął oko na absencję Romualda na zajęciach.


Marzył o pracy w radiu, ale trafił do gazety, zaraz po maturze. Zaczynał w "Gazecie Poznańskiej". - Kierowała mną naiwność. To był czas głębokiego stalinizmu. Nie sądziłem, że wpływ polityki na dziennikarstwo jest aż tak duży. Doznałem szoku.

Spotkał jednak przedwojennych dziennikarzy pielęgnujących etos zawodu - starał się ich naśladować.

Przeszedł do "Expressu". - Margines swobody był tam większy - opowiada. Aż 30 lat szefował działowi miejskiemu, a na początku lat 90. został redaktorem naczelnym (pierwszym z wyboru zespołu).

- Mój pierwszy kierownik w życiu. Mówiliśmy na niego per "kierasek" - wspomina Wojciech Nentwig, dyrektor Filharmonii Poznańskiej, który zaczynał jako dziennikarz w "Expressie". - Wyróżniał się ogromną kulturą. Serdeczny, a jednocześnie wymagający. Poznaniak ceniący solidność. Niezwykle spokojny, opanowany. Nie pamiętam, żeby kiedyś podniósł głos.

Pisał o mieście i muzyce. Był nie tylko dziennikarzem, ale i animatorem życia kulturalnego. Zainicjowany przez niego w 1962 r. cykl "Koncerty poznańskie" popularyzujący muzykę poważną - trwa do dziś. Przyznaje się do uzależnienia - muzyki słucha od świtu do wieczora. - Myślę, że on bardziej kocha muzykę niż muzycy zawodowi - mówi prof. Mieczysław Dondajewski, dyrygent, długoletni dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu, przyjaciel.

- Oboje zaabsorbowani pracą, czasem spotykaliśmy się dopiero wieczorami na koncertach - uśmiecha się żona Edyta Połczyńska, profesor germanistyki na UAM, dzieląca pasję męża. Co piątek są razem w filharmonii. Od lat zajmują te same miejsca: rząd 10., miejsce 11. i 12.

W butonierce chusteczka. Zawsze doskonale dobrany krawat. - Sposób noszenia się jak z Kabaretu Starszych Panów - opisują znajomi. Nentwig opowiada: - Był zaskoczony, gdy pewien znany muzyk pojawił się na scenie nie we fraku, smokingu, ale w zwykłym garniturze. Kiedy zachwycaliśmy się jego grą, Połczyński dodał: "Ale ten strój... to jednak nie..."
Violetta Szostak
Źródło: gazeta.pl
dodano : 2007.05.22
Kwestionariusz Prusaka
*** (03-03-2005 17:35)

Romuald Połczyński - Pączek od prezesa

Urodziłem się...
w Poznaniu.

Moje ulubione miasto to...
Poznań, bo całe życie mi tu przeszło - więcej było dobrego niż złego.

Moja ulubiona dzielnica Poznania to...
Śródka, gdzie się urodziłem, Łazarz, gdzie spędziłem młodość i rejon ul. Ostroroga, gdzie mieszkam od 40 lat.

Jaki teatr wolę - Polski czy Nowy?
Wielki.

Wolę czytać Prusa czy Prousta?
Więcej przeczytałem w życiu Prusa niż Prousta, a dzisiaj ani dla jednego ani dla drugiego nie znajduję już czasu.

Kiedy ostatni raz byłem na meczu Lecha?
Nigdy. Jako chłopak byłem kibicem Warty, kiedy stadion był jeszcze przy ul. Rolnej.

Piję piwo marki...
Lech.

Na co wydałem pierwsze zarobione pieniądze?
Pewnie oddałem rodzicom na utrzymanie.

Czy do pracy zabieram sznytki?
Zabierałem kiedyś. Teraz prezes Wituski czasem mnie pączkiem częstuje.

Gdy wracam do domu, to zakładam dres i laczki...
Broń Boże. Te słowa budzą we mnie złe skojarzenia. Nigdy w życiu nie miałem laczków.

Kiedy wychodzę z pokoju, to gaszę światło?
Tak.

Co robię z makulaturą?
Zbieram i oddaję tam, gdzie trzeba.

Czy w niedzielę idę z rodziną na słodkie?
Nie, ponieważ najczęściej w domu jest własny produkt.

Czy daję jałmużnę?
Na określone i udokumentowane cele.

Czy daję łapówki lekarzom i policjantom?
Nie.

Co po poznańsku znaczy zduczniały?
["Słownik gwary miejskiej Poznania": zapłakany]

Horrendum! Nie wiem. Zgłupiały, bezradny?
Jaki utwór zagrałby Pan najchętniej, gdyby był Pan Wieniawskim?

Wariacje, taki kogel-mogel na tematy włoskich oper, które bardzo lubię.

MARCELI PRUSAK KOMENTUJE
Horrendum! Wobec tak określonej i udokumentowanej poznańskosci staję zgłupiały, bezradny i zupełnie zduczniały.
Źródło: Artykuł archiwalny; Poznań