Absolwenci : Who is Who
<< wróć
Śmigielski Andrzej - geograf
matura 1955
| |
| notka biograficzna |
|
|
Źródło: strona Wiadomosci24.pl
|
| zdjęcia |
|
| artykuły, wspomnienia, inne materiały |
Poznań - Zbuntowane Miasto
na wystawie upamiętniajacej 50. rocznicę wydarzeń Poznańskiego Czerwca 1956 roku, otwartej w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu można obejrzeć zdjęcia Andrzej Śmiegileskiego
|
Miasto w tle
Antoni Leitgeber, mój praprapradziadek był kowalem, budował most Chwaliszewski. Poznań był miastem mojej rodziny i jest moim miastem. Opowieści Andrzeja Śmigielskiego o Poznaniu i zdjęciach z czasów PRL wysłuchała Daina Kolbuszewska
Daina Kolbuszewska: Przysłał Pan na akcję "Gazety" "Poznań - poznaniacy 1945-1989" sporo fotografii. Co Pan myślał oglądając - podobno sumiennie co tydzień - zamieszczone w Pyranii zdjęcia z czasów PRL, nadesłane przez innych Czytelników?
Andrzej Śmigielski *: Pomyślałem, że amatorskie fotografie z ostatnich 10--15 lat nie będą już miały takiego znaczenia, jak te sprzed 30, 40 lat przysłane na apel "Gazety". Profesjonalni reporterzy są teraz wszędzie, archiwa własne gazet są tak obszerne, że zdjęcia prywatne stracą wartość historyczną. W czasach PRL dziennikarze nie mieli takich możliwości, jak teraz, poza tym nie wszystko było im wolno fotografować. Na prywatnych fotografiach fragmenty dawnego Poznania zostały utrwalone mimochodem, niechcący, w tle. Dzięki temu możemy go "podglądać".
Jak się zaczęła Pańska przygoda ze zdjęciami?
- Mój starszy kuzyn Piotr Skubiszewski, profesor historii sztuki, ofiarował mi kiedyś książkę o fotografowaniu Tadeusza Cypriana, znanego poznańskiego fotografika. A potem okazało się, że w domu jest stary aparat Kodak Box. Był rok 1951, zacząłem chodzić do I LO, "Marcinka". A w 1953 r. dostałem od mamy aparat Altissa. Zdjęcia, które były publikowane w Pyranii, robiłem tym aparatem. Kolejna była rosyjska lustrzanka. Fotografuję do dziś, ale już cyfrą, bo daje dużo możliwości obróbki.
Pierwsze Pana zdjęcia, które opublikowaliśmy, pochodziły z 1953 r. - właśnie z obecnej ul. Bukowskiej, gdzie mieści się "Marcinek"...
- W moich czasach dużo się chodziło po mieście. Myśmy dobrze znali cały Poznań! Kiedy byłem w wieku moich córek - miałem naście lat - wiedziałem doskonale, gdzie jest jaka ulica. Często z bratem Jackiem wsiadaliśmy do tramwaju, zupełnie nie zastanawiając się, dokąd dojedziemy, i dopiero potem martwiliśmy się, jak wrócimy. A teraz młodzież porusza się po kilku trasach: dom - szkoła - kino - pub i nigdzie więcej.
Jak zmienił się przez ostatnie 50 lat Poznań widziany przez obiektyw Pańskiego aparatu?
- Bardzo. Urodziłem się w majątku babci pod Wrześnią. Po II wojnie wróciliśmy tam, ale majątek był już rozparcelowany, więc przyjechaliśmy do Poznania, skąd pochodziła moja mama Ewa, z domu Leitgeber. Ojciec zginął w Katyniu. Moje pierwsze wrażenia z Poznania są związane ze zniszczeniami: pamiętam m.in. ruiny Starego Rynku, Bibliotekę Raczyńskich z resztką kolumnady. I pamiętam odbudowujący się Poznań. Odbudowano go fatalnie: zniszczono stare kamienice, np. przy ul. Święty Marcin, stawiając domy Alfa. Na jednym ze zdjęć utrwaliłem narożnik Piekar i Świętego Marcina, gdzie stała kamienica Teatru Lalki i Aktora. Doskonale pamiętam ten teatr, bo jego dyrektorem była przyjaciółka matki Maria d'Alphonse i bywałem tam za darmo. Kamienicę wyburzono, bo na jej miejscu miała powstać wielka trasa komunikacyjna. Szkoda. Jedynie Stary Rynek jest naprawdę piękny. Jak się patrzy na zdjęcia przedwojennego Poznania, żal ogarnia. Bo to było nieduże miasto, ale ładne, naprawdę europejskie. Po wojnie nie pozwolono architektom go odbudować...
Ale przecież nie może Pan pamiętać dawnego Poznania.
- Nie. Ale dawny Poznań był miastem mojej rodziny, która przyczyniła się do tego, że to miasto było właśnie takie. A to trochę zmienia perspektywę. Babcia Maria, mama mojej mamy, żyła bardzo rodzinnie. Jako młody chłopak nie mogłem objąć całej rodziny, była tak olbrzymia... Wiedziałem, że Antoni Leitgeber, mój praprapradziadek był kowalem, budował most Chwaliszewski. Został pochowany w grobowcu na Wzgórzu św. Wojciecha. Pamiętam, że chodziliśmy z kolegą na cmentarz i otwieraliśmy trumnę, żeby zobaczyć kości przodka - dopiero w latach 60. grobowiec zamurowano. Jedna z kamienic przy pl. Wolności, za Biblioteką Raczyńskich, należała do Czesława Leitgebera, architekta i budowniczego, który postawił kilka budynków w Poznaniu. Rodzinny dom mojej mamy przy ul. Dąbrowskiego 35/37, wybudowany przez dziadka Jana, jest uważany za najczystszy przykład secesji w Poznaniu. Mama wspólnie z krewną Ireną Leitgeber prowadziły bar Ibis przy ul. Ratajczaka. Nim sławny stał się Smakosz, Ibis był miejscem, gdzie zbierała się śmietanka towarzyska Poznania. To był "mój" Poznań. W odróżnieniu od młodych, których rodziny osiedliły się tu w latach 60. czy 70. Ich Poznań to nowe osiedla, w których się rodzili i wychowywali.
Z jakich lat jest on Panu najbliższy?
- Z lat licealnych. Pewnie ze względu na wiek, w którym wówczas byłem! Lata do 1956 r. były latami najgorszego, stalinowskiego terroru. Ale dla nas, młodych, to były lata wesołe.
Kiedy oglądałem zdjęcia drukowane w Pyranii, zastanowiło mnie, dlaczego nie ma wśród nich fotografii z niezwykle ważnych wydarzeń, np. z 1956 r. Przecież powinno być ich dużo. Ja sam mam kilka zdjęć z Wypadków Czerwcowych. Pamiętam, że zabierając wtedy z domu aparat, liczyłem się z tym, iż go stracę. Ale mieszkałem blisko, więc poszedłem. Jedno ze zdjęć tłumu przy ul. Mickiewicza robiłem z tramwaju, z góry. Pamiętam ludzi, którzy odzywali się wtedy do mnie: "Ty nas nie fotografuj!" Padały jakieś groźby. Ale może byłem za młody, żeby mnie brać za konfidenta i udało się zrobić te zdjęcia.
Na fotografiach, które otrzymaliśmy od Czytelników, często powtarzają się te same miejsca...
- Bo Poznań nie jest dużym miastem! Jest kilka miejsc, w których każdy chce się sfotografować: wszyscy muszą mieć zdjęcia przed operą, kiedyś fotografowano się przed pierwszym poznańskim drapaczem chmur na rogu ul. Powstańców Wielkopolskich i al. Niepodległości. Nazwa "drapacz chmur" okazała się zresztą niewłaściwa ideologicznie, bo używana w kapitalizmie, więc wymyślono "wieżowiec". Tradycyjnie trzeba było mieć zdjęcie przed Palmiarnią, na pl. Wolności... W ciągu ostatnich lat Poznań się zmienił i trochę takich miejsc przybyło. Najświeższy przykład - Stary Browar. To świetne miejsce do robienia sobie fotografii! Pięknie odnawiane są śródmiejskie parki, piękny jest Dziedziniec Różany.
Zawsze uważałem, że dobrze jest interesować się swoim miastem, ale ostatnio akcja "Gazety", która bardzo mi się spodobała, tak mnie zdopingowała, że znowu robię więcej zdjęć!
ROZMAWIAŁA DAINA KOLBUSZEWSKA
* Andrzej Śmigielski - z wykształcenia geograf. Obecnie jest na emeryturze, ale nadal pozostaje członkiem Rady Nadzorczej spółki Wydawnictwa Akcydensowe, w której przepracował całe życie. Prócz fotografowania lubi jeździć na nartach.
|
Tekst pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej.
GW Poznań nr 283, wydanie pop z dnia 05/12/2003 PYRANIA, str. 10
Š Archiwum GW 1998,2002,2004
|
|